Fred Anderson Marzec 22, 1929 – Czerwiec 24, 2010
29|06|2010
Filed under: Ogólne
(fot. Rafał Nowak, www.RafalNowak.com)
24 czerwca 2010 zmarł znakomity amerykański saksofonista Fred Anderson.
Więcej na allaboutjazz.
29|06|2010
Filed under: Ogólne
24 czerwca 2010 zmarł znakomity amerykański saksofonista Fred Anderson.
Więcej na allaboutjazz.
05|01|2010
Filed under: Ogólne
Na szybko Kurt Elling i jego magiczne improwizacje wokalne z orkiestrą symfoniczną z Sydney.
30|11|2009
Filed under: Ogólne
Zainspirowany serią artykułów na allaboutjazz.com postanowiłem uczcić 50 rocznicę “złotego roku” jazzu.
We wstępie muszę napisać o ciemnej stronie roku 1959 dla jazzu. Był to bowiem rok śmierci dwójki wielkich artystów, podziwianych po dziś dzień geniuszy muzycznych, nauczycieli całych pokoleń instrumentalistów i wokalistów. Chodzi oczywiście o Billie Holiday i Lestera Younga, których los połączył przyjaźnią tak wielką, że prawdopodobnie nie byli w stanie żyć jedno bez drugiego, co tłumaczyłoby ich odejście w tym samy roku. Historię ich życia, twórczości i przyjaźni bardzo fajnie ilustruje wydana również w Polsce biografia Billie. Książka jest napisana w formie notatek zebranych na podstawie nagranych wywiadów z ludźmi znającymi Lady Day autorstwa Lindy Kuehl, która zamierzała wydać zebrane materiały w formie książki. Niestety w trakcie pisania popełniła samobójstwo i książka nie została dokończona. Plotka głosi, że do samobójstwa skłoniła ją właśnie mroczna historia życia Billie Holiday. W każdym razie materiały zebrane przez Lindę wpadły w ręce Julii Blackburn i po niespełna 30 latach zostały wydane wreszcie w formie biografii. Książka bardzo szczególna, stanowi wspaniałe źródło informacji o życiu jazzowego światka tamtych lat.
Jednak rok 1959 obfitował również w zdarzenia absolutnie pomyślne dla jazzu. W tym roku, 2 marca i 22 kwietnia w studiu wytwórni Columbia przy 30 ulicy w Nowym Jorku, spotkało się kombo artystów pod przewodnictwem Milesa Davisa aby nagrać jedno z największych dzieł jazzu, płytę “Kind of Blue”. Miles swoim zwyczajem zebrał artystów nieświadomych co mają razem stworzyć. Przed nagraniem przedstawił im tylko kilka swoich pomysłów i dał parę wskazówek. Wszystkie utwory na płycie, poza “Flamenco Sketches” zostały nagrane przy pierwszym podejściu. Trudno się jednak dziwić, że tak wspaniała płyta powstała właśnie w ten sposób, w końcu sextet Milesa składał się z ludzi wyjątkowo kreatywnych i przy tym absolutnie zgranych.
Kolejnym wielkim dziełem muzyki jazzowej, którego powstanie datuje się na rok 1959 jest słynna płyta kwartetu Dave’a Brubecka “Time Out” ze wspaniałym utworem “Take Five” autorstwa Paula Desmonda. Za Wikipedią muszę donieść, że płyta była o tyle specyficzna, że stanowiła dzieło eksperymentalne, wykorzystujące bardzo nietypowe w jazzie metrum na 5/4. Stąd ponoć zresztą tytuł utworu. W każdym razie dość powiedzieć, że do tej pory jest najlepiej sprzedającym się albumem jazzowym w historii (chociaż wg różnych źródeł jest nim również “Kind Of Blue”). Przy okazji muzyka zarejestrowana na płycie stała się popularna nie tylko wśród ludzi słuchających jazzu, dzięki czemu wiele osób dzięki niej zainteresowało się muzyką improwizowaną. Osobiście utwór “Take Five” stanowi dla mnie jeden z niewielu utworów “doskonały” – można tego słuchać w nieskończoność.
Pozostały jeszcze 3 płyty do opisania, postaram się to zrobić możliwie jak najkrócej, chociaż można by o nich pisać godzinami. Mam nadzieje, że kiedyś wrócę do tych tytułów w formie normalnych recenzji i tam pozwolę sobie napisać coś więcej.
Kontynuując jednak wątek roku 1959 muszę donieść, że również w tym roku powstał freejazzowy manifest Ornetta Colemana czyli płyta “The Shape of Jazz to Come”. Osobiście muzyka free w znacznej części jest mi obca. Uważam, że istnieje pewna granica poziomu nieprzyswajalności, której nawet najbardziej awangardowy twórca nie powinien przekraczać, ale żeby być w porządku muszę w tym wątku wspomnieć płytę Ornetta. Płyta była na tamte czasu bardzo innowacyjna, nikt do tej pory nie posunął się w swobodnej improwizacji tak daleko jak Coleman. Dodatkowo płyta posiadała, abstrahując od formy wykonania, kilka bajecznych kompozycji, w tym pierwszy utwór “Lonely Woman”, który stał się jednym z betonowych standardów, wykonywanym wszędzie i przez wszystkich.
Ostatnią płytą wydaną w 1959 roku, uważaną za kamień milowy jazzu jest nagranie bandu Charlesa Mingusa “Ah Um”. Płyta dla odmiany nawiązująca do klasyki jazzu nawet sprzed rewolucji bopowej. Mingus w kompozycjach zawartych na płycie składa hołd swoim jazzowym poprzednikom, szczególnie wielbionemu przez niego Dukowi Ellingtonowi. Na płycie znajduje się również utwór na cześć zmarłego niedługo przed nagraniem Lestera Younga pt. “Goodbye Pork Pie Hat”.
Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o zarazem rewelacyjnej jak i rewolucyjnej płycie Johna Coltrane’a “Giant Steps”. Co prawda płyta została wydana na początku roku 1960, ale prace nad nią były prowadzone jeszcze w roku poprzednim, co wg mnie całkowicie wystarczy, żeby wspomnieć o niej w tym wątku. Płyta jest pierwszym wydaniem zawierającym wyłącznie kompozycje lidera i zarazem ostatnią bopową płytą Coltrane’a. Jak zwykle przy płytach Mistrza trudno jest pisać cokolwiek nie wpadając w ton absolutnego uwielbienia. Dość powiedzieć, umiejętność zaimprowizowania tytułowego utworu stanowi dla saksofonistów wyznacznik umiejętności improwizującego. Słuchając płyty Giant Steps trudno jest uwierzyć, że ktokolwiek jest w stanie grać tak szybko i tak pięknie. Tego się nie da opisać, tego trzeba posłuchać: