Dexter Gordon – One Flight Up

US 1964 LP Blue Note 84176

Donald Byrd – trumpet; Dexter Gordon – tenor sax; Kenny Drew – piano; Niels-Henning Orsted Pedersen – bass; Art Taylor – drums;

  1. Tanya
  2. Coppin’ the Haven
  3. Darn That Dream

Trudno pisać o płytach wyjątkowych i powszechnie znanych, znacznie łatwiej o tych, które są już tylko wybitne, natomiast nie figurują w zestawie najulubieńszych albumów jazzowych nawet cenionych autorytetów. Tak właśnie jest z nagraniem Dextera Gordona i spółki „One Flight Up”.

Co tu dużo mówić, dla mnie ta płyta jest szczególna pod wieloma względami. Zawsze gdy ktoś pyta jakie płyty zabrałbym na bezludną wyspę to ta jest na pierwszym miejscu. Wynika to co prawda odrobinę z mojego wrodzonego snobizmu i faktu, że tak pospolite tytułu jak Kind Of Blue czy Love Supreme mi wówczas nie przechodzą przez gardło. Jest w tym jednak również spora doza szczerości. Nawet więcej niż spora.

Do rzeczy jednak. Co właściwie powoduje, że album o jednym przelocie jest taki wyjątkowy? Z pewnością utwór Tanya. Kompozycja Donalda Byrda skonstruowana pod długą i zupełnie wolną improwizację solistów. Cała pierwsze strona czarnego krążka składa się wyłącznie z tego utworu, który trwa bagatela 18 minut. Każdy z muzyków może się wykazać wyobraźnią poprzez nieskrępowane sola oparte na prostym dwuczęściowym temacie, przeplatającym się tu i ówdzie podczas dmuchania w rury. Całość spaja dość charakterystyczny klimat tajemnicy i lirycznej zadumy. No właśnie. Klimat. Ciężko to opisać, ale spośród wszystkich płyt jakie w życiu udało mi się przesłuchać, tylko ta ma tą dziwną mgiełkę, która nie pozwala się ani na chwilę oderwać od słuchania już od pierwszych taktów. Kolejne utwory wypływają jakby na powierzchnie. Czuje się jeszcze, że muzycy nadal mają w sobie ten sam nastrój, ale powoli się on ulatnia. Tym bardziej, że drugi utwór, Coppin’ the Haven, jest dość znacząco szybszy.

Warto pamiętać, że płyta jest jedną z tzw. płyt emigracyjnych Dextera Gordona, nagraną podczas jego stałego pobytu w Europie. W sumie Dex spędził na starym kontynencie 15 lat, głównie w Kopenhadze i Paryżu. Czasem tylko odwiedzał Stany, aby nagrywać płyty dla wytwórni Blue Note. Dlaczego muzycy jazzowi afrykańskiego pochodzenia opuszczali Amerykę chyba nie muszę wspominać. Warto jednak powiedzieć, że na starym kontynencie byli oni przyjmowani bardzo ciepło. Traktowano ich wreszcie jak artystów, a nie grajków biesiadnych czy po prostu ludzi drugiej kategorii. Może zatem klimat tej płyty jest uzewnętrznieniem mieszanki tęsknoty za starymi śmieciami oraz radości i luzu związanego z przebywaniem pośród ludzi oceniających innych niekoniecznie po kolorze skóry. Trudno powiedzieć.

Dość jednak o tym. O Gordonie i jego perypetiach wśród europejczyków postaram się jeszcze opowiedzieć, tym bardziej, że trochę płyt z tego okresu jeszcze mi do opisania pozostało. Tymczasem polecam wszystkim winylowe wydanie One Flight Up, dostępnego czasem jeszcze na ebayu z wysyłką na kontynent.

Mikołaj

2 Responses to “Dexter Gordon – One Flight Up”

  1. DKowalski pisze:

    Witam,
    płyta rzeczywiście fajna – ostatnio nabyłem na Amazonie http://www.amazon.com/One-Flight-Up-Dexter-Gordon/dp/B0002KQO0I/ref=sr_1_1?s=movies-tv&ie=UTF8&qid=1313048127&sr=1-1 – w niezwykle przystępnej cenie;
    słyszałem też że jest (ponoć???) jakiś film nt. twórczości Mr. Dextera, ale niestety – szukanie nie przyniosło żadnego rezultatu :(
    Pozdr.
    DK

Leave a Reply