US 1962 LP Atlantic 1373
John Coltrane soprano, tenor sax;
George Lane flute, slto sax;
Freddie Hubbard trumpet;
McCoy Tyner piano;
Reggie Workman bass;
Art Davis bass;
Elvin Jones drums;
1. Ole
2. Dahomey Dance
3. Aisha
Co właściwie można napisać? To przecież Coltrane…
Żeby jednak sam Coltrane. Na trąbie daje czadu Freddie Hubbard, bez sprzecznie najlepszy trębacz jazzowy jakiego wydała matka ziemia.
Siedzę sobie i słucham pierwszej strony czarnego krążka, próbując wczuć się w tytułowy utwór, aby o nim coś napisać, ale z każdym razem odpływam i nic mi z tego nie wychodzi. Takie właśnie jest „Ole”. Mocne, hipnotyzujące, stałym, psychodelicznym rytmem. Słuchacz czuje się jak wąż zaklęty kiwaniem hinduskiego flecisty. W tej roli znakomity George Lane. Flet jednak ma coś w sobie magicznego. Szczególnie w połączeniu z gradacją napięcia na fortepianie obsługiwanym przez samego McCoy Tynera. Do tego solo na trąbie i już jesteśmy gdzieś indziej, w nowym lepszym świecie. Właściwie miałem kończyć, ale Art Davis wyciągnął smyczek i daje solo na basie…
Druga strona. Początek, czyli „Dahomey Dance” bardziej standardowo, bez wschodnich odjazdów, ale zwyczajowo na najwyższym poziomie. Na początek solo lidera, tym razem na tenorze. Teraz Hubbard wszedł ze swoją hard bopową trąbką.
Płyta w stylu rewelacyjnej „My Favorite Things”, której tytułowy utwór jest jednym a arcydzieł muzyki współczesnej. Może kiedyś, jak mi starczy odwagi, pokuszę się o recenzję tej płyty. Tym czasem na sopranie swoją improwizację rozpoczął Lane.
Cóż można powiedzieć? Kolejny kamień milowy w historii muzyki w ogóle. Polecam. Oczywiście wyłącznie czarny krążek.

„George Lane” to nikt inny jak Eric Dolphy, który ze względu na zobowiązania kontraktowe z inną wytwórnią został podpisany tym pseudonimem. No a skoro to Dolphy, to nie ma co się dziwić jak gra …
Nie widziałem, przyznam. Chociaż gdyby się nad tym chwilę zastanowić to jest dość oczywiste. Dzięki w każdym razie wielkie.
Really informative blog post.Thanks Again. Cool.