Keith Jarrett – Autumn leaves
14|07|2010
Filed under: koncerty, znalezione na youtubie
Tokyo, 1996
Keith Jarrett – piano, Gary Peacock – bass, Jack DeJohnette – drums
14|07|2010
Filed under: koncerty, znalezione na youtubie
Tokyo, 1996
Keith Jarrett – piano, Gary Peacock – bass, Jack DeJohnette – drums
05|07|2010
Filed under: koncerty
Oficjalnie ogłaszam ponowne otwarcie bloga po przerwie spowodowanej kotłem uczelnianym ostatniego (dosłownie) semestru.
Skoro skończyliśmy już ponad pół roku temu na Kurcie Ellingu, to od Kurta zaczniemy. Tym bardziej, że wreszcie udało mi się zobaczyć Pana Ellinga na żywo, oczywiście dzięki festiwalowi Warsaw Summer Jazz Days. Moja obecność na tegorocznej edycji festiwalu ograniczyła się niestety tylko do ostatniego dnia, z tego samego zresztą powodu co pauza w działalności bloga. Na szczęście sprawy edukacji wyższej mam chwilowo za sobą, więc mogę zająć się tym co lubię.
Wbrew informacji na stronie festiwalowej, wieczorny koncert zaczął się właśnie od występu Kurta Ellinga. W skład zespołu weszli: długoletni współpracownik wokalisty, pianista Laurence Hobgood, Ulysses Owens – perkusja, bas – … no właśnie, kto grał na basie? jak się dowiem, dopisze. No i niestety, pomimo, że materiał teoretycznie miał być zbieżny z zawartością ost. płyty ( przypominam – tribute to John Coltrane and Johny Hartman), to zabrakło saksofonu tenorowego. Szczególnie brakowało mi Erniego Wattsa, no ale wszystkiego mieć nie można. Na otarcie łez przy drugim utworze na scenę wszedł gitarzysta prosto z Chicago niejaki Pan John McLean, rewelacyjny zresztą. Pan McLean powinien być znany publiczności nadwiślańskiej ze współpracy z Grażyną Auguścik. Moje pierwsze skojarzenie to bohater filmu Słodki Drań Allena, tym bardziej, że Sean Pean i John McLean są do siebie dość podobni z wyglądu. No i ta gitara…
Co się działo? Oj dużo się działo. Dział się Nature Boy, My Foolish Hearth, były sola scatem, były sola Hobgooda na pianie, no i był McLean, w którego nawet Elling patrzył z wielkim podziwem. Sala drżała absolutnie od głosu Ellinga. Na koniec dwie owacje na stojąco i na bis Carlos Jobim, zaśpiewany po portugalsku. Czego chcieć więcej?
29|06|2010
Filed under: Ogólne
24 czerwca 2010 zmarł znakomity amerykański saksofonista Fred Anderson.
Więcej na allaboutjazz.
14|01|2010
Filed under: znalezione na youtubie
Norwegia 1966
Thelonious Monk – piano / Charlie Rouse – tenor sex / Larry Gales – bass / Ben Riley – drums
08|01|2010
Filed under: recenzje płyt
US 2009 CD Concord Records CJA-31314-02
Kurt Elling – voice / Laurence Hobgood – piano / Clark Sommers – bass / Ulysses Owens – drums / Ernie Watts – tenor saxophone (1, 4-7, 10, 12) / Corenlius Dufalo – violin / Ralph Farris – viola / Dorothy Lawson – cello / Mary Rowell – violin
Wrzuciłem film z nagrania śpiewu Kurta Ellinga, przyszedł zatem czas, żeby napisać coś o jego twórczości. Pomimo, że trochę płyt z dorobku artysty stoi u mnie na półce, postanowiłem przejść się do sklepu i zakupić najnowszą pozycję z dyskografii Ellinga czyli “Dedicated To You”. Przy okazji skusiła mnie tracklista, czyli zestaw jednych z najbardziej “kultowych” utworów piosenki amerykańskiej, znanych mi z przeróżnych wykonań, głównie Franka Sinatry.
Dopiero w domu, słuchając płyty i przeglądając załączoną książeczkę, dotarło do mnie czemu właśnie te utwory postanowił nagrać Elling. Jest to bowiem po części repertuar, jaki został zarejestrowany podczas nagrania Johna Coltrane wraz z jego słynnym kwartetem oraz Johnnego Hartmana na ich jedynej wspólnej płycie. Reszta utworów również nie została dobrana przypadkowo. Znalazły się one na płycie “Ballads” Coltrane’a. “Dedicated To You” jest zatem hołdem złożonym dwóm wspaniałym artystom, a przede wszystkim ich wspólnemu dziełu.
Płyta Hartmana i Coltrane’a jest szczególna pod wieloma względami. Dość powiedzieć, że artyści prawie się nie znali przed wejściem do studia. Nie uczestniczyli również w próbach do nagrania, nie licząc wspólnego śpiewania pod samochodowe radio w drodze do studia. Elling do swojego hołdu załączył zresztą krótki poetycki monolog “It’s Easy To Remember”, będący opowieścią o tym jak powstawał album Coltrane’a i Hartmana. Wg słów wokalisty, cała płyta została nagrana w ciągu kilku godzin, prawie wszystkie utworu stanowią pierwsze podejścia, poza “You Are Too Beautiful”, ale wyłącznie przez upuszczoną pałeczkę od perkusji. Artyści nie przygotowali aranżacji, nie posiadali nut. Znali te utwory na wylot i zagranie ich razem było czymś absolutnie naturalnym.
Wróćmy jednak do Ellinga i jego wersji utworów. Od razu trzeba powiedzieć, że hołd hołdem, ale aranżacje pianisty Laurenca Hobgooda na płycie “Dedicated To You” są całkowicie odmienne od tych śpiewanych przez Hartmana. Przede wszystkim Hobgood pokusił się o dołączenie do kwartetu smyczków. W tej roli ewelacyjny zespół ETHEL, dodający płycie bardziej koncertowego brzmienia. Generalnie aranżacje są spokojne, subtelne i romantyczne, całkiem inne od typowych wykonań wymienionych utworów. Z reguły bywa tak, że jeśli znamy jakiś materiał w pewnej wersji to chwilę zajmuje przekonanie się do nowej wizji artystów. Tutaj jest nie inaczej, ale jeśli się już ktoś wsłucha to wszystko będzie na miejscu.
Na koniec nie mogę pominąć jeszcze jednej niespodzianki, którą mi omawiana płyta uczyniła. Mianowicie na saksofonie tenorowym gra jeden z moich ulubionych, żyjąc saksofonistów, czyli Ernie Watts. Miałem wielką przyjemność słyszeć go kiedyś na żywo na Warsaw Summer Jazz Days, razem z grupą Charliego Hadena. Występ ten poprzedzał kwartet Branforda Marsalisa i muszę powiedzieć, że Ernie zjadł go dosłownie na śniadanie. Absolutny profesjonalista z mistrzowskim opanowaniem techniki i stylu gry. Bardzo dobry wybór tenoru na płycie poświęconej po części Coltranenowi.
05|01|2010
Filed under: Ogólne
Na szybko Kurt Elling i jego magiczne improwizacje wokalne z orkiestrą symfoniczną z Sydney.
06|12|2009
Filed under: koncerty
Tomasz Stańko – trąbka / Alexi Tuomarila – fortepian / Jakob Bro – gitara / Anders Christensen – gitara basowa / Olavi Louhivuori – perkusja
Trzydziestego listopada w filharmonii narodowej wystąpił Tomasz Stańko wraz ze swoim nowym kwintetem. Zajęło mi chwile przetrawienie tego wspaniałego, muzycznego wydarzenia. Teraz słucham sobie płyty “Dark Eyes” i myślę, że najwyższy czas coś napisać o muzyce z najnowszego projektu mistrza Tomasza Stańki.
Z płytą “Dark Eyes” zdążyłem zapoznać jakiś czas przed koncertem, więc podczas trwania występu większość kawałków była mi już znana.
Oczywiście muzycy zagrali kolejną interpretację materiału, zabarwioną klimatem sali filharmonii narodowej i ogólnie nastrojem wieczoru. Muszę przy tym przyznać, że powaga sali fn pasuje do wyniosłego charakteru melodii zagranych podczas koncertu. Mamy tu do czynienia z muzyka subtelną, wysmakowaną w każdym najmniejszym szczególe. Po prostu piękną. Aż trudno uwierzyć, że zespół złożony z bardzo młodych muzyków jest w stanie tak bezbłędnie zagrać muzykę skomponowaną niezwykle dojrzale.
Mówi się, że poza umiejętnościom pisania muzyki, kompozytor jazzowy powinien potrafić dobrać zespół tak, żeby grana muzyka była zgodna z jego wizją. Myślę, że Stańko jest zadowolony ze swojego wyboru.
Sam koncert w aspekcie poza muzycznym również bardzo udany. Widownia prawie całkowicie dała się wciągnąć w graną muzykę. Na sali panowało absolutne skupienie, może poza kilkoma przypadkami osób, dla których sam koncert miał drugorzędne znaczenie, liczyła się natomiast możliwość spędzenia czasu we własnym towarzystwie. Oczywiście nie potępiam takiej postawy, ale mogli by się tak przy tym nie wiercić. Artyści zostali nagrodzeni burzą oklasków co skłoniło ich do zagrania tematu z filmu “Dziecko Rosemary” na bis. Sztandarowy utwór w repertuarze Stańki wzbudził euforię na sali i tym razem nie obyło się bez owacji na stojąco.
Jako ciekawostkę muszę napisać, że tytułowy utwór zainspirowany został spojrzeniem Marthy Hirsh, uwiecznionym przez przedstawiciela ekspresjonizmu, malarza Oskara Kokoschkę na płótnie pt. “Martha Hirsh – śniąca kobieta”. Pozwoliłem sobie umieścić tutaj reprodukcję wspomnianego obrazu, dla tych którzy płyty jeszcze nie słyszeli a chcieli by się wprowadzić w jej nastrój. Plotka głosi, że Stańko odnalazł ów obraz w którejś z nowojorskich galerii i pomysł na tytułową kompozycję pojawił się mu w głowie podczas gdy wpatrywał się w oczy przedstawionej kobiety.
Na koniec swoim zwyczajem powiem, że z całego projektu najbardziej podoba mi się utwór Terminal 7. Przywodzi na myśl moją ulubioną kompozycję mistrza Stańki czyli “Suspended Variations II” z płyty “Suspended Night”. Po prostu dla mnie liczy się żywioł.
05|12|2009
Filed under: recenzje płyt
US 1962 LP Blue Note 4075
Donal Byrd – trumpet / Pepper Adams – baritone sax / Duke Person – piano / Laymon Jackson – bass / Philly Joe Jones – drums
Mały wypad na miasto i w moje ręce wpadła kolejna hard bopowa czarna płyta. Tym razem słynny duet Donald Byrd i Pepper Adams na jednej ze swoich najlepszych płyt zagranych razem.
Mocne granie z kontrastującymi ze dobą saksofonem barytonowym Adamsa i trąbką lidera. Od razu rzuca się w ucho wyraźny wpływ mistrzów hard bopu spod skrzydeł Arta Blakiego i jazzowych donosicieli. I nic w tym dziwnego, w końcu od roku 1955, kiedy od Jazz Messengers odszedł Clifford Brown, trębaczem składu się właśnie Byrd.
Czy potrzeba lepszej rekomendacji niż uznanie samego mistrza hard bopowej perkusji Arta Blakeya? Ja w każdym razie polecam, tym bardziej, że album został niedawno wznowiony na czarnej płycie i jest do kupienia nawet nad Wisłą.